Fot. Materiały prasowe

Konrad Nadobnik: Nie zadowalam się kałużami, skoro mogę płynąć przez oceany

O tym, jak żyje, mówi informacja w stopce jego wiadomości: „Jeżeli piszę tego maila w godzinach wieczornych, nie czuj się zobligowana/y do odpowiedzi od razu. Odpowiedz mi w Twoich godzinach pracy”. Już te dwa zdania pokazują, że dzień mojego rozmówcy wydaje się nigdy  nie kończyć. Właśnie dlatego Konrad Nadobnik marzy, żeby doba była dłuższa niż 24 godziny. Kiedy jednak z pasją opowiada mi o swoich aktywnościach, zaczynam być przekonana, że także to marzenie już udało mu się spełnić. 

Spotykamy się w sali kina KinoGram, a potem przechodzimy do Event Hallu. Na instagramowym profilu napisano, że to przestrzenie, w których pomysły nabierają rozpędu. Konrad Nadobnik ma ich pełną głowę, więc pasuje tam idealnie. Jako CEO zarządza tym miejscem od czerwca br., ale jego plany sięgają daleko w przyszłość. Jednocześnie od początku rozmowy zaraża tak wielką pasją i energią, że muszę poznać ich źródło.  

Sportowe marzenie 

Okazuje się, że już jako dziecko miał niekończące się pokłady energii. Żeby jakoś ją ukierunkować, a jednocześnie wykorzystać zauważony u syna talent sportowy, tata Konrada zapisał go na akrobatykę. Ta wymagająca dyscyplina mocno mojego rozmówcę wciągnęła. Niestety podczas jednego z treningów złamał rękę, a po przerwie na rekonwalescencję pojawił się strach, który sprawił, że do tego sportu już nie wrócił.  

Ziarno jednak zostało zasiane, więc potem kolejno pojawiły się judo, karate i inne sztuki walki. W szkole średniej największą sportową miłością Konrada była koszykówka, o której mówi z nutką żalu w głosie. To bowiem miłość niespełniona, życiowa niewykorzystana szansa. Duża, bo taki był też talent Nadobnika w tej dyscyplinie, który sprawiał, że marzeniami o sportowej karierze zaczął sięgać za ocean. 

Rodziców Konrada nie było jednak stać na bilet lotniczy. Podkreślali też, że osiągnięcie kariery sportowej na tak wysokim poziomie wiąże się z ogromnymi kosztami i wieloma trudnościami. Przez to droga do realizacji sportowych planów wydawała się niemal nieosiągalna. Wtedy czuł wielki żal, ale teraz już rozumie rodziców. Przychodzi mu to łatwiej, gdyż sam ma dwoje dzieci. Korzystając z własnych doświadczeń życiowych i możliwości, które ma obecnie, robi więc wszystko, żeby wspierać ich pasje. Oczywiście wśród nich jest także sport. W przypadku 13-letniej córki to kickboxing, a w przypadku 18-letniego syna od kilku lat już bardzo na poważnie – koszykówka.  

Eksperymentowanie  Wróćmy jednak jeszcze do dzieciństwa mojego rozmówcy. Intryguje mnie bowiem, jak to się stało, że po szkole podstawowej – w której w jego życiu już tak ważną rolę odgrywał sport – wybrał liceum gastronomiczne. Ten pomysł musiał przecież wynikać z czegoś innego niż z zamiłowania do fizycznej aktywności. I tu dowiaduję się, jaka jest kolejna ważna cecha Konrada – od zawsze lubił się uczyć i dociekać, co z czego wynika. Dotyczyło to także domowych prac, przy których obserwował rodziców. W tym gotowania, którym zajmowali się oboje. Ta potrzeba uczenia się nowych rzeczy i rozumienia, co, jak i dlaczego, dotyczyła nie tylko tematów kulinarnych. Bardzo wcześnie interesowały go także inne domowe aktywności. Niektóre testowane na granicy ryzyka, ale jednocześnie z dużą dozą szczęścia. Tak było, gdy postanowił nauczyć się prasować – oczywiście także pod nieobecność rodziców. Nie wie, dlaczego na chwilę odstawił żelazko na dywan. Spaliłoby się dużo więcej, gdyby tata nie wrócił wcześniej z pracy.

[...]

>>POBIERZ CAŁY ARTYKUŁ

THINK MICE Listopad 2025