Wykorzystanie sztucznej inteligencji w branży muzycznej – wyzwania, ryzyka prawne i recepty
Świat obiegają informacje o piosenkach tworzonych przez AI – promowanych, a potem masowo usuwanych z popularnych serwisów. W prasie można przeczytać, że sztuczna inteligencja, w rękach Paula McCartneya jest w stanie odseparować głos Johna Lennona od instrumentów ze starego demo i oczyścić całe nagranie do poziomu HD umożliwiając czwórce z Liverpoolu po raz ostatni wydać nowy przebój. Pojawiają się aplikacje, które na podstawie prostej instrukcji (tzw. promptu) są w stanie wygenerować tekst, melodię, wokal, instrumenty oraz stworzyć w kilka sekund nowy „wytwór muzyczny”. Jak dalej funkcjonować i tworzyć, gdy technologia po raz kolejny wywraca stolik w branży?
O co tyle szumu?
Generatywna sztuczna inteligencja, oparta o duże modele językowe daje wiele możliwości tworzenia treści „kreatywnych” – tekstów (np. piosenek i treści promocyjnych), obrazów (np. okładek i grafik albumów), ujęć wideo (np. teledysków), animacji (np. elementów scenografii towarzyszących występom na żywo), muzyki (zarówno w rozumieniu ścieżek instrumentalnych, głosu, jak i całej „piosenki”). Oczywiście nie jest to przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, a raczej przetwarzanie dużych ilości nieustrukturyzowanych danych, które w efekcie daje „statystycznie nowe” treści.
W czym zatem problem skoro, zamiast pisać tygodniami, z wykorzystaniem narzędzi AI można przy odpowiednio sformułowanym prompcie (czyli oczekiwaniu wpisanym słowami w interfejs programu – tzw. input), w kilka chwil otrzymać przebój albo stworzyć cały album? Korzystanie z nowych technologicznych narzędzi, ma swoje ograniczenia, które trzeba po prostu znać, aby mitygować ryzyko albo świadomie wkalkulowywać je w koszty.
No risk no fun
Po pierwsze należy uświadomić sobie, że każde z narzędzi AI, pochodzi od jakiegoś producenta – firmy, która udostępnia je na określonych zasadach. Nawet jeśli dany model językowy ma charakter open source, to towarzyszy mu licencja. To zaś oznacza, że niezależnie od tego, jak świadomie klikamy „dalej”, zakładając konto czy instalując aplikację – wiąże nas umowa regulująca prawa i obowiązki stron. W takich umowach zaś często uregulowane jest prawo producenta narzędzia do korzystania z danych i informacji umieszczanych w promptach, zakres możliwości korzystania przez użytkownika z otrzymanych wyników, czy też ograniczenia odpowiedzialności. Bywają też różne zasady zależnie od tego, czy korzystamy z płatnej, czy bezpłatnej wersji – a o zakresie naszych uprawnień nie przesądza kolorowy piktogram na stronie www, a dużo bardziej przyziemny regulamin lub umowa.
W konsekwencji musimy mieć świadomość, że zazwyczaj wszystko, co wpiszemy w interfejsie programu, będzie mogło być wykorzystywane do dalszego uczenia się narzędzia AI (chyba że regulamin usługi wprost i jednoznacznie przesądza inaczej). W praktyce oznacza to, że nie powinno się podawać w promptach ani żadnych danych osobowych (aby nie naruszać RODO i prywatności), ani informacji poufnych czy objętych jakąkolwiek tajemnicą. Innymi słowy, nasze riffy, bity i fragmenty tekstów mogą nakarmić model, a potem pojawić się w innym generowanym wytworze.
Po drugie, efekt działania sztucznej inteligencji – wygenerowany tekst, zdjęcie, ujęcie, dźwięki – sam w sobie nie będzie objęty ochroną prawno-autorską, lecz będzie znajdować się od chwili powstania w domenie publicznej. W konsekwencji nie można przenieść praw autorskich ani udzielić licencji dotyczących takich efektów, a nabywca nie będzie miał możliwości powołania się na ochronę prawnoautorską, jeśli ktoś postanowi je skopiować czy przerobić. Podobnie wytworu w 100 proc. stworzonego przez AI nie da się obecnie zarejestrować w organizacjach zbiorowego zarządzania i pobierać z jego tytułu tantiem.
Oczywiście sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, gdy efekt wygenerowany narzędziem AI jest jedynie punktem wyjścia do dalszych twórczych prac kreatywnych albo aplikacja wyłącznie wspiera proces twórczy. W takim przypadku ostateczny rezultat może już taką ochronę potencjalnie uzyskać, a nawet uprawniać do części tantiem. To, w którym momencie dojdzie do powstania utworu (przy jak dużym przetworzeniu wytworu AI), będzie zaś niejednokrotnie przedmiotem sporów.
Wreszcie sztuczna inteligencja jest tak „inteligentna”, jak dane, na których się uczyła. To z kolei ma daleko idące konsekwencje. Zdarzają się przypadki tzw. halucynacji AI – czyli podawanie przez nią obiektywnie błędnych informacji (co przy braku wskazania źródła i możliwości prześledzenia algorytmu działania nie zawsze jest oczywiste i łatwe do wykrycia). Zdarzają się też przypadki stronniczości AI (AI bias) wynikające z błędnych lub statystycznie nieprawdziwych, niedopasowanych albo dyskryminacyjnych danych. Ponieważ wiele modeli uczyło się na danych dostępnych w internecie – nietrudno o takie przypadki. Trzeba też pamiętać, że z uwagi na specyfikę działania dużych modeli językowych stojących za aplikacjami do generatywnej sztucznej inteligencji – ryzykujemy również statystyczną powtarzalnością wytworu. Innymi słowy, kilka osób może dostać podobny efekt, a więc nasz genialny riff, może okazać się nie tak znowu wyjątkowy.
Co z deep fake’ami?
Wiele emocji budzi również wykorzystywanie głosu czy tworzenie cyfrowych awatarów. W przypadku żyjących twórców sprawa jest oczywista – działanie bez zgody to wkroczenie w dobra osobiste – prawo do głosu, wizerunku, nazwiska. W relacji między przedsiębiorcami (np. wytwórnia, publisher) – czyn nieuczciwej konkurencji. Nieco bardziej sprawa komplikuje się w przypadku zmarłych artystów – tym bardziej że w wielu krajach (a nawet w różnych stanach w przypadku USA) występują różne regulacje. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć jednak, że takie działanie powinno zawsze odbywać się za zgodą osób bliskich (lub innych dysponentów praw), aby nie naruszać kultu pamięci po osobach zmarłych, nie wprowadzać w błąd ani nie czerpać z cudzej renomy. Warto również pamiętać, że unijny Akt o sztucznej inteligencji wprowadza (z drobnymi wyjątkami) obowiązek oznaczania deep fake’ów.
Jak zatem żyć z AI?
Sztuczna inteligencja może być świetnym i bardzo wygodnym narzędziem, ale tylko narzędziem. W praktyce oznacza to, że korzystanie w branży muzycznej z rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję jest możliwe, może bardzo zoptymalizować procesy, ale musi się wiązać ze wdrożeniem określonych procedur wewnętrznych i dużej samoświadomości twórców. Przy założeniu, że nie podajemy w promptach danych osobowych ani informacji poufnych, świadomie wybieramy narzędzia i znamy zasady wynikające z regulaminów (umów), weryfikujemy otrzymane informacje, efekty twórczo przetwarzamy przed ich wykorzystaniem oraz w sposób transparentny oznaczamy, co jest rezultatem działania AI – w przyszłość można patrzeć z ostrożnym optymizmem. Choć świat muzyki bez wątpienia się zmieni.

Maciej Kubiak, adwokat, partner zarządzający w SKP Ślusarek Kubiak Pieczyk
Specjalizuje się w zagadnieniach prawa autorskiego, mediów, filmowego i prasowego, IT i nowych technologii, reklamy i własności przemysłowej oraz ochrony dóbr osobistych. Reprezentuje klientów w sporach sądowych związanych z ochroną własności intelektualnej, renomy oraz w sprawach gospodarczych.