Jaroslaw Marciuk - Blog

przez Think MICE

Jaroslaw Marciuk. Gdańszczanin, business development manager w Word of MICE oraz konsultant i szkoleniowiec w Duolook Media.
Kontakt: DuolookMedia.com, jaroslaw@duolook.pl

Influencerzy w branży MICE

Eventex oficjalnie ogłosił listę 100 najbardziej wpływowych osób w branży eventowej na rok 2021. W tej edycji oddano ponad 20 tys. głosów na to, kto znajdzie się w tym prestiżowym zestawieniu. Są to profesjonaliści zajmujący się wydarzeniami z 27 krajów, w tym aż 11 Polaków (więcej na ten temat TUTAJ).

Kim są osoby na liście? Bez wątpienia to również influencerzy w segmencie B2B. Ludzie, którzy mogą mieć wpływ na opinie i podejmowanie decyzji przez innych (wybór destynacji, hotelu, centrum kongresowego, usługodawcy, platformy eventowej etc.).

Przy okazji muszę wspomnieć, że słowo „influencer” ma coraz częściej także negatywne konotacje. Głównie ze względu na różnego rodzaju dramy spowodowane przez samych influencerów w segmencie B2C. Chodzi m.in. o to jak „wpływowe” osoby komunikują się w mediach społecznościowych, jakie treści publikują oraz jak prowadzą kampanie reklamowe (brak oznaczania współpracy odpowiednimi markami, sprzedaż wątpliwej jakości produktów). Zainteresowanym tą tematyką polecam kanał Revo na YouTube, na którym omawiane są kampanie i działania influencerów B2C w Polsce.

Nieetyczne zachowania influencerów B2C zaobserwował również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który rozpoczął proces monitorowania czy treści sponsorowane na blogach, Instagramie czy YouTube są właściwie oznaczane. Nagły wzrost używania hasztagu #współpraca w mediach społecznościowych pokazuje, że te działania przynoszą pierwsze pozytywne efekty, dzięki czemu konsumenci będą bardziej świadomi przy dokonywaniu swoich wyborów. W segmencie B2B te zasady też są aktualne.

Pomimo tych negatywnych zjawisk branża influencer marketingu stale zyskuje na popularności, zarówno wśród konsumentów, jak i marek B2B i B2C. To z kolei wpływa na tradycyjne metody marketingu i reklamy. Media społecznościowe (wciąż) są jednym z najpotężniejszych narzędzi naszych czasów. Nie dziwi więc fakt, że branża influencer marketingu do 2022 r. ma być warta ponad 15 mld dolarów.

Trzeba jednak jasno oddzielić influencer marketing B2C od B2B. W branży MICE bardziej stosownym słowem zamiast „influencer” byłoby zatem słowo „ekspert branżowy”, „ambasador” marki lub destynacji. Czy w związku z tym, aby być influencerem w branży B2B trzeba posiadać aktywne profile w mediach społecznościowych, prowadzić bloga, vloga lub podcast? Teoretycznie nie. Influncerem może być każda osoba, z której opinią liczą się inni przy podejmowaniu decyzji. A nawet bez aktywnego prowadzenia ww. platform mamy przecież wpływ na innych poprzez rozmowy czy np. bycie prelegentem podczas konferencji.

Wydaje się jednak, że w branży MICE posiadanie profilu na LinkedIn czy własnej strony internetowej z blogiem powinno być obowiązującym minimum. Nie tylko pozwala promować nasz biznes, ale stanowi również istotny element personal brandingu (polecam mój poprzedni artykuł „Dlaczego nasza branża nie ćwierka” TUTAJ).

Osoby planujące kampanie B2B zbyt dużą wagę przywiązują do liczby obserwujących, nie wgłębiając się w rodzaj tworzonej treści oraz społeczność jaką stworzył influencer. Oczywiście influencer marketing to inwestycja i jak w każdym przypadku ważny jest ROI. Warto jednak wiedzieć, że wyróżnia się różne typy influencerów, ze względu na możliwość dotarcia do odbiorców: Mega (powyżej 1 mln obserwujących), Makro (100 tys. do 1 mln obserwujących), Mikro (10 – 100 tys. obserwujących) i Nano (poniżej 10 tys. obserwujących). Co za tym idzie, nie trzeba mieć setek tysięcy obserwujących, by móc współpracować przy kampaniach.

Przykładowo, obecnie najpopularniejszym typem influencera na Instagramie jest mikroinfluencer. Tym, co odróżnia go od większego odpowiednika (makroinfluencera) jest mniejszy zasięg. Jednakże mikroinfluencerzy są bardziej wyspecjalizowani niż makroinfluencerzy, a zatem bardziej ufają im odpowiednie grupy lojalnych i zaangażowanych odbiorców. W branży B2B jeszcze większą rolę przypisuje się nanoinfluencerom. Chociaż ich zasięg jest niski, to wpływ na małą, ale zwartą społeczność – potencjalnie duży. Większość swoich obserwujących nanoinfluencerzy mogą znać osobiście. Taki poziom znajomości to olbrzymia korzyść dla marki i kampanii.

W przypadku branży MICE dobór osób, z którymi planujemy współpracować nie zawsze musi opierać się więc na twardych liczbach. Czasami większą wartość ma nie wielkość i siła społeczna, ale trudniejsze do zmierzenia aspekty jakościowe.

Tymczasem porozmawiajmy w mediach  społecznościowych: LinkedInTwitter Instagram oraz na DuolookMedia.com

Oszczędź jeden dzień w tygodniu

„Saving one day every week” to slogan ClickUp, jednej z najbardziej rozbudowanych aplikacji do zarządzania zadaniami i projektami. W tym miesiącu chciałem podzielić się z Wami narzędziami, które pomagają w planowaniu projektów, tworzeniu treści do social mediów i monitorowaniu internetu. Mam nadzieję, że korzystanie z nich pomoże zaoszczędzić trochę czasu. Kto wie, może nawet jeden dzień w tygodniu.

Dobre planowanie i zarządzanie zadaniami to podstawa pracy event managera. Niektórym wystarczy kalendarz, ja korzystam z narzędzi online, w tym z ClickUp. Nie chciałbym rozpisywać się na temat mnogości funkcji jakie oferuje, sami możecie to sprawdzić. Natomiast cenię sobie możliwość korzystania z tej aplikacji na smartfonie. Pozwala w prosty sposób zarządzać zadaniami, delegować i monitorować status projektów. Dodatkowo po stworzeniu zadania jednym kliknięciem kontroluję ile czasu ono zajmuje, co pozwala lepiej planować podobne rzeczy w przyszłości. Inne narzędzia w tej kategorii to Trello, Asana, Monday.

Prostsze stało się też projektowanie materiałów graficznych – dzięki takim narzędziom, jak Canva. Korzystam z całego pakietu Adobe, ale to Canva pozwala mi zaoszczędzić czas w tworzeniu grafik, prezentacji, ofert, a nawet krótkich filmów na potrzeby publikacji w mediach społecznościowych. Na Canvie można nawet zaprojektować rollup oraz przygotować kalendarz publikacji na profilach w social mediach. Około połowę projektów edytuję na smarfonie lub tablecie podczas podróży, bez konieczności włączania komputera. Podobne narzędzia to PicMonkey, Adobe Spark, Crello, Visme.

Skoro jesteśmy przy planowaniu publikacji w social mediach... Warto wspomnieć o bezpłatnym narzędziu Facebooka – Creator Studio. To istny kombajn do planowania publikacji, postów, zdjęć i filmów na Facebooku i Instagramie. Dodatkowo pozwala monitorować komentarze i analizować dane na temat efektywności prowadzonych w tych dwóch kanałach działań.

Innym wewnętrznym i bezpłatnym narzędziem stosowanym w publikacji filmów wideo, tym razem na YouTube, jest YouTube Studio. Nic nie denerwuje mnie bardziej niż organizacja turystyczna publikująca 10 filmów promocyjnych jednocześnie. Dzięki YouTube Studio można to rozłożyć w czasie, a dodatkowo wykorzystać opcję „premiera filmu”. Na YouTube istnieje też możliwość edytowania generowanych automatycznie napisów, co jest ważne w aspekcie dostosowywania treści dla osób z niepełnosprawnościami (pisałem o tym w poprzednim artykule „Hear Me, See Me, Include Me”).

Bardziej zaawansowanymi narzędziami są Kontentino lub Hootsuite czy Agorapulse. Dzięki nim z jednego miejsca da się zarządzać różnymi profilami w mediach społecznościowych. Oprócz tworzenia kalendarza publikacji możliwa jest praca w grupie (wewnątrz firmy lub z klientem). Jedna osoba tworzy treści, druga ma możliwość edycji i naniesienia poprawek, trzecia  finalnie akceptuje posty do publikacji. 

Jednym z moich ulubionych narzędzi jest Wavve, tworzący animowane  filmy z plików dźwiękowych i podcastów. Ludzie nie tylko słuchają podcastów na platformach, takich jak Spotify czy Apple Podcasts, ale też na YouTube. Wavve dodaje animacje do dźwięku, a dzięki wbudowanej aplikacji Zubtitle daje możliwość transkrypcji audycji na tekst, w tym na język polski. Równie przydatnym narzędziem pomagającym przetworzyć głosowe notatki na tekst jest Otter.ai. Tak można „pisać” posty na bloga, artykuły lub e-maile.

Nawet jeśli nie jesteśmy aktywni w internecie, to i tak o nas mówią lub szukają informacji na nasz temat. Narzędzia, takie jak wrocławski Brand24, pozwalają monitorować strony internetowe, media społecznościowe czy fora internetowe, w których pojawia się wskazane słowo kluczowe. Może to być nazwa naszej firmy, konkurencji lub dowolna fraza, jaka nas interesuje, np. #eventprofs czy #eventprofspl. Bezpłatnym, ale mniej zaawansowanym zamiennikiem może być Google Alerts

Na zakończenie chciałbym jeszcze wspomnieć o dwóch narzędziach, z których korzystam. To Ubersuggest do oceny strony internetowej i Upfluence do oceny profilu w social mediach. Obydwa posiadają rozszerzenie do przeglądarki Google Chrome i dzięki jednemu kliknięciu mogą wstępnie ocenić daną stronę internetową lub profil influencera na Instagramie, Twitterze czy Youtube. W podstawowej wersji narzędzia są bezpłatne. 

Dziękuję za poświęcony czas! Napiszcie, z których narzędzi już korzystacie, a które chcielibyście wypróbować.

Tymczasem porozmawiajmy w mediach  społecznościowych: LinkedInTwitter Instagram oraz na DuolookMedia.com

 

Hear Me, See Me, Include Me

W tym miesiącu chciałem przygotować artykuł na zupełnie inny temat, ale z dwóch powodów zmieniłem zdanie…

Po pierwsze ze względu na Letnie Igrzyska Paraolimpijskie Tokio 2020 (24 sierpnia – 5 września). To kolejne globalne wydarzenie sportowe, które pozwala myśleć o powrocie do postcovidowej „normalności”. W Japonii nasz kraj reprezentowało 89 zawodników i zawodniczek. Zdobyli 25 medali (7 złotych, 6 srebrnych, 12 brązowych) dając nam wzruszające chwile i powody do dumy. Wszystkich sportowców i osoby niepełnosprawne łączy jednak przede wszystkim wielkie osiągnięcie, jakim jest codzienna walka z własnymi ograniczeniami i słabościami. Wg. różnych danych i przyjętych kryteriów w Polsce mieszka od 4,9 do 7,7 mln niepełnosprawnych osób.

Drugim powodem zmiany tematu był film „Hear Me, See Me, Include Me”. Od momentu, gdy po raz pierwszy go zobaczyłem, nie mogę przestać o nim myśleć. Jego autorką jest Megan Strahle, która od wielu lat pracuje w branży MICE, zajmując się głównie zrównoważonym rozwojem (sustainability) w eventach. Jakiś czas temu miałem okazję współpracować z Megan przy jednym z projektów, ale dopiero po obejrzeniu przygotowanego przez nią materiału, zrozumiałem jak ważny jest jej głos. Nie chcę streszczać całego filmu – namawiam po prostu do jego obejrzenia TUTAJ. Chciałbym natomiast przywołać kilka rzeczy, które szczególnie przykuły moją uwagę.

Megan mówi o niewidzialnej niepełnosprawności. Niepełnosprawności, która w pierwszej chwili może prowadzić do nieporozumień, negatywnego postrzegania czy błędnych osądów danej osoby. Tymczasem to, że nie widać niepełnosprawności, nie znaczy, że jej nie ma. Megan Strahle zauważa, że w dobie pandemii niepełnosprawni spotykają się z nowymi ograniczeniami. Wszyscy wiemy, że spotkaniom online brakuje kontaktu międzyludzkiego. Z tego powodu networking na Zoomie, seminaria online, wirtualne targi i konferencje czy hybrydowe kongresy dały co prawda nowe możliwości uczestnictwa w globalnych wydarzeniach, ale też – paradoksalnie – stworzyły pewne bariery dla osób niepełnosprawnych.

Jakie? Chociażby związane ze słuchaniem i słyszeniem. – Słuchanie nie jest po prostu czynnością, słuchanie to jest coś nad czym muszę pracować – mówi Megan. Trzeba widzieć przemawiającego i dodatkowo czytać z ruchu jego warg. Dlatego noszenie maseczek pozbawiło wiele osób możliwości poprawnego odbioru treści. Oczywiście pewne rzeczy da się usprawnić. Przykładem jest aplikacja Zoom. Zoom nie oferował użytkownikom darmowych napisów, w przeciwieństwie do platform takich jak Google Meet, Microsoft Teams i Skype. Zmianę podejścia spowodował dopiero zbiorowy pozew ze strony niedosłyszących. Bardzo pozytywnym przykładem jak przygotować wirtualne wydarzenie z uwzględnieniem potrzeb osób niepełnosprawnych jest z kolei TEDx London Women`s Event 2021.

W swoim filmie Megan dzieli się wieloma poradami usprawniającymi organizację wydarzeń – tych w zamkniętych przestrzeniach, jak i online. Dodatkowo dowiemy się z niego co mogą zrobić pracodawcy, aby uczynić pracę łatwiejszą dla niepełnosprawnych i jak poprawić wzajemną komunikację. Każdy chce być przecież częścią grupy, społeczeństwa, brać udział w wydarzeniach. Nikomu nie wolno tych praw odbierać. Autorka nawiązuje też do kampanii #WeThe15 (zachęcam do obejrzenia promującego ją filmu TUTAJ), podkreślającej, że osoby niepełnosprawne stanowią 15 proc. światowej populacji. Tym co robimy w przemyśle spotkań możemy przełamywać bariery, które nas dzielą.

Czy są ważniejsze wyzwania branży MICE? Być może tak. Ale czy możemy wziąć pod uwagę potrzeby i oczekiwania osób niepełnosprawnych, aby uczynić przygotowywane przez nas wydarzenia (zarówno stacjonarne, wirtualne, jak i hybrydowe) bardziej przyjaznymi i dostępnymi dla szerszej grupy odbiorów? Wydaje mi się odpowiedź również brzmi – tak.

Niech każdy zastanowi się co może zmienić i usprawnić. Czasami naprawdę nie trzeba dużo. Na początku wystarczy świadomość oraz wysłuchanie sugestii osób niepełnosprawnych. Zacznijmy od 30 minut poświęconych na obejrzenie filmu „Hear Me, See Me, Include Me”.

Tymczasem porozmawiajmy w mediach  społecznościowych: LinkedInTwitter Instagram oraz na DuolookMedia.com

 

Convention Bureaux w social mediach

Czołowe polskie convention bureaux zdają się dostrzegać potrzebę bardziej intensywnej i skonkretyzowanej komunikacji w mediach społecznościowych. W ostatnich miesiącach można było zaobserwować ich zwiększoną aktywność w tym zakresie. Pojawiły się też świeże pomysły, wdrażano nowe plany. W wakacyjnym artykule chciałbym wspomnieć o kilku ciekawych inicjatywach – zarówno krajowych, jak i zagranicznych.

W styczniu br. Warsaw Convention Bureau (WCB) rozpoczęło anglojęzyczną kampanię komunikacyjną skierowaną do branży MICE. Powstała m.in. strona na LinkedIn, dzięki czemu Warszawa dołączyła do Krakowa, Poznania, Łodzi i Gdańska – miast, które poważnie traktują taką formę dotarcia do organizatorów konferencji i świadomie budują markę destynacji. Obecnie kampania WCB kontynuowana jest na Facebooku. Każdy dzień to inny temat. Poniedziałki – „Did you know that…?”, czyli ogólne informacje i ciekawostki o stołecznym rynku MICE; wtorki – „Venues & hotels” – dzień prezentowania obiektów i hoteli konferencyjnych; środy – „Choose your local partner!” – przedstawienie agencji PCO/DMC i dostawców. Czwartki to z kolei „Enrich your social program” – propozycje uatrakcyjnienia programów wydarzeń, a piątki – „Take a look” – wirtualne zwiedzanie miasta. Podobne działania na wszystkich profilach w mediach społecznościowych konsekwentnie i regularnie realizuje też Krakow Convention Bureau (KCB). Od czasu publikacji spotu reklamowego „Krakow – The Host City” oraz ogłoszenia w kwietniu br. nowej strategii komunikacji, publikowane są treści w ośmiu kategoriach, w tym m.in. Culture & Art, The Host City, Heritage & Identity, Smart City czy Business & Technology. Zobaczcie sami: #KrakowtheHostCity na Instagramie, LinkedInie czy Facebooku. 

Innym przykładem z południa Polski jest Convention Bureau Wrocław (CBW) z nowym hasłem promocyjnym „Wrocław the MICE Place”. W czerwcu miałem okazję wziąć udział w wyjeździe prasowym organizowanym przez zespół wrocławskiego biura, a przy okazji swego rodzaju  eksperymencie. Jako bloger i twórca treści w internecie dołączyłem do   „tradycyjnych” dziennikarzy. Efekty możecie zobaczyć obserwując hasztag #wroclawthemiceplace. 

W skali kraju warto pamiętać o promowaniu i korzystaniu z hasztaga #ZnowuSieSpotykamy. W lipcu wystartowała związana z nim kampania Rady Przemysłu Spotkań i Wydarzeń (RPSiW), objęta honorowym patronatem prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej (POT). Czekam na więcej postów z nowych spotkań organizowanych w Polsce i zagranicą. To przywraca nadzieję na powrót do jako takiej normalności. Wszyscy chcemy zobaczyć pozytywne przykłady zrealizowanych wydarzeń. Pozostając przy POT, polecam też obserwowanie pojawiających się artykułów i postów #KonkretyAnety.

Ale to nie wszystko.Gdańsk Convention Bureau (GCB) przypomina w social mediach o konferencji Nowe Trendy w Turystyce (NTT),  która – w formie hybrydowej – odbędzie się 29 października w Europejskim Centrum Solidarności. Na stronie wydarzenia można już zobaczyć jego program.

Z zagranicznych pomysłów polecam przyjrzeć się działaniom takich organizacji jak Frankfurt Convention Bureau. W tworzenie treści zaangażowani są tam pracownicy biura, którzy nagrywają filmy na YouTube, robią zdjęcia i filmy na Instagramie, tworzą grafiki (np. Safe Delegate Journey through Frankfurt) i prowadzą podcast „MICE am Mein”. Wykorzystują różne formy kreowania treści, aby w atrakcyjny sposób zaprezentować destynację i partnerów biura.

Odnoszę wrażenie, że jako zespół świetnie się przy tym bawią, rozwijając nowe umiejętności. Istniejącą od dłuższego czasu na Instagramie opcją są też przewodniki. Wciąż jednak niewiele convention bureax korzysta z tej możliwości budowania historii. Do tworzenia przewodników można użyć wcześniej opublikowanych na swoim koncie postów, ale też tych pojawiających się na kontach innych użytkowników (wszystko zależy od ustawień).

Świetnym przykładem tego, jak dobrze wykorzystać przewodnik na Instagramie jest profil London Convention Bureau. Z przedstawionych przeze mnie inspiracji mogą oczywiście korzystać także hotele, obiekty konferencyjne, PCO, przewodnicy i inne podmioty branży MICE. 

Tymczasem porozmawiajmy w mediach  społecznościowych: LinkedInTwitter Instagram oraz na DuolookMedia.com

 

Dlaczego nasza branża nie ćwierka?

Niedawno Twitter przypomniał mi, że już od 10 lat posiadam profil na tej platformie. A przez dekadę Twitter bardzo się zmienił. To już nie tylko 140 znaków tekstu, „@” i hasztagi. Teraz to również zwiększony limit znaków, więcej możliwości publikowania multimediów czy tzw. pokoje (Twitter Spaces), o których pisałem ostatnio. Tym, co się nie zmieniło jest za to brak możliwości edycji opublikowanego tweeta.  

Mógłbym podzielić się z Wami dziesiątkami przykładów na to, jak istotnie Twitter wpłynął na komunikację w moim życiu zawodowym. Powiem więcej, śmiem twierdzić, że jest ważniejszym kanałem informacji w branży MICE niż chociażby Facebook czy mój ulubiony Instagram. Mogę to udowodnić.

W czasach przed pandemią Twitter był pierwszym źródłem, w którym wymieniano się opiniami podczas targów, konferencji czy kongresów.  Organizatorzy wyraźnie komunikowali oficjalny hasztag danego wydarzenia, zachęcali do używania go i udostępniania tweetów. Dzięki Twitterowi można było poznać najważniejsze opinie o imprezie. Na wielu wydarzeniach  (m.in. IMEX, WTM, IBTM) nieraz pewnie widzieliście ekrany przedstawiające dyskusje prowadzone na żywo w mediach społecznościowych (tzw. Social Media Wall), gdzie prezentowano najczęściej komentowane tweety i wpisy najbardziej wpływowych osób. Aktywnie korzystający z Twittera zwykle chętnie wchodzą w różnego rodzaju interakcje – nie mogą jednak oznaczać użytkowników (dotyczy to także hoteli, obiektów konferencyjnych, destynacji etc.), którzy nie posiadają konta na tej platformie.

Pamiętam swoje pierwsze doświadczenia z „ćwierkania” w Gdańsku, podczas cyklu szkoleń Trójmiejskiej Akademii Organizatora Spotkań Biznesowych przygotowanego przez Gdańsk Convention Bureau.

Inny przykład to konferencja ICCA Research, Sales and Marketing Programme. Twitter przełamywał wtedy lody – pierwsze konwersacje online odbywaliśmy jeszcze przed szkoleniem. Potem wystarczyło się przedstawić, aby rozmowa toczyła się mniej więcej tak: „Witaj, poznaliśmy się na Twitterze …”, „O tak, to ty jesteś...”. Przy okazji – trzymam kciuki za Kraków i wygranie organizacji kongresu ICCA w 2022 r. Twitter na pewno będzie istotnym źródłem komunikacji przed i podczas tego wydarzenia.

Inny przykład, z roku 2011. Dziennikarz sportowy z Irlandii po ogłoszeniu, że jego drużyna będzie rozgrywać mecze w Gdańsku podczas Euro 2012, podzielił się informacją, że za tydzień wybiera się do tego miasta, aby przybliżyć je swoim rodakom. Po wymianie kilku wiadomości na Twitterze byliśmy już umówieni na spotkanie! Przez cały dzień pokazywałem mu charakterystyczne miejsca w Gdańsku, atrakcje turystyczne, hotele oraz lokalizacje ważne z perspektywy kibica. Nie zabrakło wizyt w restauracjach oraz w Brovarni Gdańsk, gdzie skosztowaliśmy bursztynowego piwa. Rezultatem był bardzo pozytywny artykuł w jednej z bardziej poczytnych irlandzkich gazet.

To wszystko sprawia, że od dekady staram się zrozumieć, dlaczego polska branża MICE tak niechętnie korzysta z możliwości promocji i nawiązywania relacji, jakie daje Twitter. Faktem jest, że może się on niektórym kojarzyć negatywnie – z polityką, pełną krótkich, czasami negatywnych wypowiedzi. Wiem także, że jest to specyficzny rodzaj komunikacji, wymagający czasu i śledzenia wątków różnych dyskusji. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli nie ma nas na Twitterze, to o nas tam nie mówią.  

Zdaję sobie też sprawę z polskich realiów. Po stronie internetowej,  Facebooku, Instagramie, to kolejne miejsce, gdzie należy mieć plan komunikacji, a przede wszystkim czas na obsługiwanie serwisu. Z drugiej strony – będę z Wami szczery – nie wyobrażam sobie osoby pracującej w marketingu i PR, która nie posiada konta na Twitterze, nie analizuje odbywających się tam konwersacji i nie angażuje się w nie, jeśli zachodzi taka potrzeba. Szczególnie jeśli marka promuje się na rynkach zagranicznych i zależy jej na pozytywnym wizerunku. To też miejsce na znalezienie B2B influencerów, dające możliwość nawiązania z nimi współpracy. Dlatego z radością obserwuję jak nowe osoby i organizacje zaczynają używać Twittera. Nigdy nie jest za późno, aby założyć profil i rozpocząć komunikację.   

Porozmawiajmy o tym – w social mediach korzystajcie z hasztagu #eventprofspl!

Tymczasem porozmawiajmy w mediach  społecznościowych: LinkedInTwitter Instagram oraz na DuolookMedia.com

 

Social Audio –  chwilowa moda  czy nowa rzeczywistość?

Wydarzenia online stały jednym ze sposobów przetrwania pandemii przez branżę MICE. Aby komunikować się oraz organizować eventy, głównie w świecie wirtualnym, musieliśmy dostosować się do powszechnego używania narzędzi i platform, takich jak m.in.: Zoom, Microsoft Teams, Clickmeeting. 

Na pewno taka forma spotkań jest lepsza niż żadna, ale ma też swoje wady i ograniczenia. Interakcje mogą utrudniać nie tylko problemy techniczne, jak na przykład słaba jakość połączenia internetowego, ale też mniejsze zaangażowanie uczestników. Chodzi o to, że im dłużej pracujemy w domu, tym częściej zdarzają się sytuacje, że ktoś nie włącza kamery w trakcie takich wydarzeń, mimo że inni aktywują tę funkcję. Chodzi zapewne o komfort i wygodę – nie trzeba przejmować się wtedy wyglądem i tłem w kadrze. Ale czy na pewno takie zachowanie jest grzeczne? Moim zdaniem, biorąc udział w webinarze czy transmisji z dyskusją online, powinno się pokazywać twarz. Sam, prowadząc szkolenia online,  liczę na interakcję, a nie mówienie do „czarnych” ekranów. 

Ludzie chcą rozmawiać w internecie, tworząc sieci zainteresowane  daną tematyką. To przyczyniło się do popularności aplikacji Clubhouse,  która co prawda istnieje od początku 2020 r., ale dopiero pod koniec ub.r. zyskała nowe życie. Podcasty, których możemy słuchać o dowolnej porze, znamy już od lat.

Clubhouse działa jednak trochę inaczej, wyznaczając standardy dla całego trendu Social Audio. W najprostszy sposób można opisać go jako stację radiową, którą współtworzą dołączający słuchacze. W tzw. „pokojach” organizator może udzielać głosu uczestnikom, widocznym tylko jako ikony profilu. Nie ma wideo, zdjęć, tekstów, tylko dźwięk. Clubhouse dał swoim użytkownikom poczucie autentycznych rozmów i powrotu, choć w części, do relacji międzyludzkich sprzed pandemii. 

Aplikacja w początkowej fazie popularność zyskała także dzięki efektowi niedostępności. By móc założyć profil w Clubhouse należało być zaproszonym przez innego użytkownika. Kolejny efekt, mający na celu przyciągniecie zainteresowania, to FOMO (z ang. fear of missing out). Rozmów nie da się odsłuchać po ich zakończeniu (przynajmniej na razie).

W styczniu i lutym sporo czasu spędziłem na słuchaniu i uczestniczeniu w różnych rozmowach prowadzonych za pośrednictwem Clubhouse przez osoby z branży MICE. Aplikację można także traktować jako medium towarzyszące. Dostępna jest tylko na urządzenia Apple, co bez wątpienia ogranicza jej rozwój. Ale i tak korzysta z niej sporo, bo ok. 10 mln użytkowników (w grudniu ub.r. było ich 600 tys.). 

Czy warto już dzisiaj inwestować czas w pozyskiwanie wiedzy i tworzenie profilu w Clubhouse? Na pewno warto do swojego słowniczka dodać takie terminy, jak „pokój” czy „klub”. Pierwsze destynacje oraz przedstawiciele branży MICE prowadzą już działania marketingowe w Clubhouse –  założyli profile, biorą udział w dyskusjach, organizują spotkania i rozmowy z ciekawymi gośćmi.  Nie wiem, jaka będzie przyszłość Clubhouse, ale bez wątpienia Social Audio to jedno z ważniejszych zjawisk w marketingu 2021 r. Lawina ruszyła – wykorzystując ten koncept powstało już blisko 30 startupów. Do gry dołączyli też giganci: Twitter, Facebook i LinkedIn (Microsoft).

Tworzą własne wersje, planując dodanie nowych funkcjonalności. Wiosną premierę miał Twitter Spaces, latem Facebook zamierza uruchomić swoje podcasty oraz takie nowości jak Soundbites, Live Audio Room czy Sound Studio. Najmniej wiadomo na temat postępu prac Microsoftu w LinkedIn. Duże koncerny mają przewagę nad Clubhouse w postaci obecnych użytkowników serwisów – będą po prostu wprowadzać dodatkowe funkcjonalności, dostępne na urządzeniach mobilnych z systemami iOS, ale też Android.

Na pewno powinniśmy obserwować co dzieje się na rynku i jak nowe platformy komunikacji marketingowej będą się rozwijać. 

Zainteresował Cię powyższy temat? Zapraszam do czytania kolejnych artykułów! A jeśli chcesz dzielić się informacjami z polskiego rynku turystyki biznesowej, proponuję stosowanie w social mediach hashtagu #eventprofspl.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Poznajmy się  bliżej...

Dziękuję Miguelowi Nevesowi za rekomendację oraz Michałowi Kalarusowi za zaproszenie do współtworzenia sekcji blogerskiej na łamach THINK MICE!

Przygodę z turystyką i marketingiem rozpocząłem 20 lat temu w hotelu Mercure Posejdon w Gdańsku. Pracę w hotelarstwie zawsze lubiłem za bezpośredni kontakt z gośćmi – indywidualnymi, grupowymi oraz korporacyjnymi. W Posejdonie nie tylko zostawiłem serce dla turystyki, ale też poznałem moją żonę, Alicję. To był czas transformacji hoteli Orbis po nawiązaniu współpracy z Accorem, przez co kolejne lata pracowałem już  jako key account manager w nowej strukturze sprzedażowej dla segmentu corpo i MICE. Z pracą dla ponad 50 hoteli sieci pożegnałem się po założeniu własnej działalności konsultingowo-szkoleniowej. Nadszedł czas intensywnych podróży, projektów szkoleniowych i marketingowych dla organizacji turystycznych, convention bureaux, miast, hoteli oraz innych podmiotów, głównie z branży turystycznej.

To jednak nie wystarczyło. Po 7 latach prowadzenia firmy postanowiliśmy z żoną przeprowadzić się do Wielkiej Brytanii – najpierw do Londynu, później do Cambridge. Pracując dla Travel Weekly w Connections Events zajmowałem się sprzedażą, organizacją, a następnie promowaniem wydarzeń i tworzeniem społeczności za pośrednictwem nowych mediów. Jednocześnie korzystałem z okazji, by promować Polskę – podczas spotkań branżowych, inicjatyw marketingowych i imprez targowych. Często spotykałem się z Wami na polskim stoisku podczas targów WTM w Londynie, IBTM World w Barcelonie, na eventach Connections.

Podczas pracy w międzynarodowych zespołach przekonałem się jak wiele wysiłku i kreatywności wymaga promocja destynacji czy eventu. Szczególnie biorąc pod uwagę skalę światowej konkurencji. Zanim opowiem o czym chciałbym pisać na blogu, pozwólcie na osobistą refleksję. Powszechnie wiadomo, że praca w naszej branży jest jedną z najbardziej stresujących i wymaga dostosowywania się do nagłych zmian. Poważna choroba mojej żony sprawiła, że od kilku lat przeżywaliśmy razem wiele chwil niepewności. Paradoksalnie, uodporniło mnie to i w pewien sposób przygotowało do obecnej sytuacji związanej z pandemią.

Na pracę zdalną zacząłem przechodzić jeszcze zanim pojawił się COVID-19. Ponad dekadę temu zainteresowałem się nowymi mediami, w czasach gdy powstawały pierwsze platformy mediów społecznościowych. Wszyscy uczyliśmy się ich używać, część z nas w cyfrowym świecie dostrzegła potencjał marketingowy. Jedni radzili sobie lepiej, inni gorzej, zachowując sceptycyzm do takiej formy komunikacji. Pandemia zmieniła jednak zwyczaje, tak jak i wiele dziedzin gospodarki. W sektorze MICE niektóre wydarzenia zostały anulowane, przełożone, inne przekształcone w eventy wirtualne lub hybrydowe. Wielu z nas oczekiwało szybkiego powrotu do normalności. Niestety okazało się, że wirus prędko nie zniknie. Podobnie jak nie  powróciło zdrowie mojej żony.

To doświadczenie nauczyło mnie,  że do nowej sytuacji trzeba się po prostu dostosować. Oby jak najlepiej. Czas pandemii to czas ograniczeń i zagrożeń, ale też nowych szans i transformacji biznesów. Trzymam za Was kciuki! W zeszłym roku dołączyłem do zespołu Word of MICE w Niderlandach, prowadzonego przez Mariskę Kesteloo. Zajmujemy się influencer marketingiem w B2B w branży MICE, głównie dla hoteli, destynacji i innych podmiotów. W mojej rubryce będę pisał o digital marketingu, nowych technologiach, chcę dzielić się przykładami dobrych praktyk. W polskiej branży MICE i turystyce mamy wielu wspaniałych specjalistów, oferujemy obsługę oraz obiekty na światowym poziomie.

Lata na emigracji i praca w globalnym środowisku uzmysłowiły mi jednak, że czasem brakuje nam przysłowiowej „kropki nad i”. Potrzebne jest wzmocnienie działań w marketingu internetowym – aby pokazać pełen potencjał i dotrzeć z wizerunkiem (osobistym czy całych destynacji) do świadomości profesjonalistów.

Do usłyszenia za miesiąc!