Dominik Górka

przez Think MICE

#sprawavatela

Eventy to ciężki kawałek chleba. Nie od dziś.
Jest wiosna 1671 roku. Ludwik II Bourbon de Conde ma cel i ma target: chce przekonać króla Ludwika XIV do swojej sprawy (chodziło o najechanie na Holandię, ale niech to będzie dla nas drugorzędne, jeśli nie jesteśmy akurat Holendrami). Cel jest konkretny, a target bardzo, ale to bardzo wymagający. Dlatego książę nie zamierza posługiwać się zwykłym PR-em, który w siedemnastowiecznej Francji oznaczał szeptanie do monarszego ucha na wersalskim trawniku albo marketing bezpośredni w alkowie Króla Słońce. Potrzebuje czegoś więcej. Naprawdę królewskiego narzędzia: eventu. Na szczęście Ludwik II Kondeusz nie jest głupcem. Wie komu powierzyć to zadanie. Wybiera najlepszego z najlepszych. Nikt nie zna się na tej robocie tak jak François Vatel i nikt tak jak on się nią nie przejmuje. Wielki mistrz ceremonii (w tłumaczeniu na język współczesny: event manager) ma dokładnie trzy dni i trzy noce, by zachwycić konceptem i jakością realizacji. Termin jak z baśni, ale nerwy i cel zupełnie prawdziwe. Vatel praktycznie nie sypia, lecz w niewiarygodnym czasie wywiązuje się z zadania. W posiadłości księcia w Chantilly odbywa się jeden z najsłynniejszych eventów swoich czasów. A czasy są dla eventów naprawdę wymagające.

Piętnaście tysięcy gości zjeżdża z Wersalu do Chantilly. Artyści i kabarety prześcigają się w zabieganiu o uwagę Króla Słońce, jedynego prawdziwego odbiorcy tego wydarzenia (reszta uczestników to ledwie konieczna dekoracja). Tysiące kucharzy i kelnerów serwuje najwymyślniejsze potrawy. A po nocnym stawie pływają, zaaranżowane na tratwach, rajskie wyspy ze śpiewającymi na nich syrenami. Oszczędność ich strojów to prawdopodobnie jedyna oszczędność jaką można dostrzec w trakcie tej nocy. Jest scenariusz, jest scenografia, jest efekt wow (czy może raczej: magnifique!). Vatel dwoi się i troi. Jest wszędzie. Czasem, na moment udaje mu się spotkać spojrzenie, zajętego nadskakiwaniem królowi, Ludwika II. Wie ile znaczy akceptacja księcia, lecz także, że dziś wzrok zleceniodawcy nie zdejmie z niego presji. Pracuje pod ogromną. Pal licho Holandię! Jest najlepszy w swoim fachu, a dwór Króla Słońce nie wybacza potknięć, zwłaszcza najlepszym. Sam więc chce dopilnować każdego detalu. Do ideału brakuje dosłownie kilku, ale każda – choćby niezauważalna dla większości gości – ryska to w jego oczach pęknięcie misternego planu. Więc kiedy nocna mgła uniemożliwia obserwację pokazu sztucznych ogni, presja robi się trudna do zniesienia. Cóż za niedopatrzenie! W tej pracy nie ma wymówek, tak jak nie ma spraw, za które nie byłby odpowiedzialny. Kogo obchodzą chmury, przecież nie po to zatrudnia się specjalistów! Jest cel, jest specjalista fachowiec, ma być rezultat. Za to mu płacą. Eventowe „noblesse oblige”, które znamy także dzisiaj… Vatel jest na krawędzi wytrzymałości.

By opisać finał historii oddamy głos naocznemu świadkowi. Madame de Sévigné zrobi to lepiej niż ja. Już raz opisała całe zajście swojej córce.: „Zapadła noc: fajerwerk się nie udał, bo naszła mgła; a kosztował piętnaście tysięcy franków. O czwartej nad ranem Vatel robił obchód, wszyscy spali, ale natknął się na jednego z podrzędnych dostawców, który przywiózł ledwo dwie skrzynie ryb: »To wszystko?« – zapytał Vatel. A tamten: »Tak, panie«. Nie wiedział, że Vatel porozsyłał umyślnych do wszystkich portów morskich. Vatel jeszcze trochę poczekał, ale inni dostawcy nie przybywali; przeraził się więc, że nie będzie więcej ryb; poszukał Gourville’a i powiedział: »Tej hańby nie przeżyję, idzie o moją cześć i dobre imię«. Gourville go wyśmiał. Vatel poszedł na górę do swojego pokoju, oparł szpadę o drzwi i nadział się na nią; ale w serce trafił dopiero za trzecim razem […] i padł trupem. Tymczasem ze wszystkich stron zaczęto zwozić ryby.” (przekład Michała Mrozińskiego i Anny Tatarkiewicz, przypominam za Pawłem Majewskim).

Kurtyna w dół, event stop, ryby dowieźli. Finał jak z tragikomedii. Tak z event managera potrafi zażartować tylko życie. Cóż, skoro czytacie ten materiał w pełni sił, znaczy, że aż tak z was nigdy nie zażartowało. Ale (przecież wiem) jeśli jesteście w branży dłużej niż kilka lat, macie swoją własną historię z rybami: sytuację, gdy świetne wydarzenie psuje w ocenie klienta detal, który tak naprawdę nie ma prawie żadnego znaczenia. I swoją własną historię z mgłą: gdy wydarzyło się coś kompletnie od was niezależnego, za co jednak słono musieliście zapłacić. François Vatel to nasz zawodowy patron. Co zrobić, tak jak on odpowiadamy za rezultat, nie za dobre chęci. I tu mogę postawić elegancką kropkę banalnym: „c’est la vie”. Mogę, ale nie postawię.

Bo „sprawę Vatela” przypomniałem, byśmy z francuską elegancją… puknęli się w czoło. Piszę to zarówno do osób pracujących w agencjach, jak (a może przede wszystkim) do klientów, właścicieli projektów, którzy czytają ten tekst. Presja jest w porządku, ale ma swoje granice. Wyznaczają je cel wydarzenia, zaangażowanie i motywacja, ale też ważniejsze: bezpieczeństwo, zdrowie i zwyczajna jakość relacji między ludźmi.

Dobrze zaprojektowany event to potężne narzędzie. Można z nim wiele osiągnąć i warto się nad tym zastanowić. Najechanie Holandii to tylko jedna z możliwości. My, w agencjach, mamy solidnie się postarać, by wspierać markę albo relacje klienta. Ale nie dajmy się zwariować, że parę ryb nigdy nie będzie ważniejsze niż największy event swoich czasów. A event ważniejszy niż bezpieczeństwo albo zdrowie. Wy, właściciele projektów, macie nas motywować. Ale nie przerzucajcie na nas odpowiedzialności za mgłę, ani nawet za te kilka ryb.

Każde wydarzenie to setki elementów, wystarczy zajrzeć w jakąkolwiek dobrze zrobioną kalkulację. Chodzi o to, by realizowało cel. By rezultat całości był dobry, nie każda z trzystu pozycji idealna. I chodzi też o to, byśmy w międzyczasie umieli choćby wzrokiem spotkać się w pracy i powiedzieć sobie: „dziękujemy”, „świetnie się nam pracuje”. A gdy trzeba: „nie szkodzi”. By w efekcie najechać Holandię, a nie zjeść o kilka więcej ryb. Tout en court.

Et voila!

Dominik Górka - dyrektor kreatywny i partner w agencji eventowej GRUPA MANTA

CZYTAJ WIĘCEJ